Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą medyczne. Pokaż wszystkie posty

10.05.2011

newsy, newsy

ode mnie dzisiaj krótka wiadomość, zaserwowana przez przyjaciółkę

KLIK

najwyraźniej House będzie w kolejnym sezonie gościł na naszych ekranach po raz ostatni, a nie wiadomo nawet, czy w pełnej obsadzie! szkoda, że jeden z moich ulubionych seriali ma zniknąć, bo nowe produkcje nie są ostatnio zbyt obiecujące.

13.04.2011

pan gregory house.

a friendly warning: ciągle jestem bardzo podekscytowana z powrotu trzynastki do serialu w przed-wczorajszym odcinku, więc czasami mój entuzjazm może zakrawać o infantylizm, za co z góry wszystkich serdecznie przepraszam.

7 sezonów. prawie 7 lat. 150 odcinków. dwa Złote Globy. trzy nagrody Emmy. dwie nagrody Amerykańskiej Gildii Aktorów Filmowych (SAG) dla odtwórcy głównej roli – Hugh Lauriego. ‘najlepszy dramat medyczny od czasu debiutu Ostrego Dyżuru’ według the Washington Post. miliony widzów na całym świecie.
tak w telegraficznym skrócie przedstawia się statystyka tego serialu. serialu, którego choćby jeden odcinek obejrzał każdy z nas. bo na pytanie ‘czy możesz wymienić nazwisko jednego serialowego lekarza?’ istnieje tylko jedna odpowiedź. to właśnie Dr House.

gregory house jest bez wątpienia genialnym lekarzem. wcale nie przeszkadza mu w tym fakt, że jest kaleką uzależnionym od leków przeciwbólowych. jego cechą rozpoznawczą stał się natomiast cynizm, który w przypadku tej postaci nie tylko definiuje jego osobowość, lecz zarazem nakręca fabułę tego post-soap. źródła podają nawet, iż house m.d. jest uosobieniem amerykańskiej kultury cynizmu. czy taka kultura w ogóle istnieje to temat na odrębną pracę; pewna jednak jestem, że gdyby nie ta cecha charakteru głównego bohatera, serial nie zyskałby takiej popularności na całym świecie.
poza ociekającym zewsząd cynizmem, mamy również do czynienia z ateizmem oraz swoistą alienacją bohatera. house ma tylko jednego przyjaciela – onkologa doktora wilsona; po opuszczeniu go przez partnerkę stacy, house zaspokaja swoje potrzeby seksualne z różnej maści prostytutkami, by zabić w zarodku jego kiełkujące się uczucie do swojej przełożonej – doktor lisy cuddy. mamy również (nie)zawodny zespół house’a, czyli młodych lekarzy/stażystów/studentów medycyny, którzy odwalają za niego czarną robotę przy rozwiązywaniu kolejnej sprawy…
dokładnie tak. nieprzypadkowo użyłam tutaj tego zwrotu, bowiem sposób, w jaki house i jego ekipa próbują zdiagnozować niediagnozowalne przypadłości swoich pacjentów zakrawa niekiedy o bardzo zaawansowane techniki detektywistyczne: wywiad środowiskowy to nie tylko zebranie historii choroby pacjenta, ale również włamanie do domu chorego w celu znalezienia czegoś, co delikwent ukrył przed lekarzami. w końcu, zgodnie z główną maksymą pana grega house’a – everybody lies, right?
w serialu zauważyć możemy również wiele ciekawych nawiązań do sztandarowej pozycji literatury detektywistycznej, czyli oczywiście opowieści o sherlocku holmesie pióra sir arthura conan doyle’a. poczynając od podobnego brzmienia nazwisk obu panów, przez nieortodoksyjne metody badawcze i niechęć do zajmowania się niezbyt interesującymi przypadkami, a na adresach zamieszkania obu bohaterów kończąc (słynna Baker Street 221B). zapomnieć nie można też o wiernym towarzyszu holmesa – watsonie, którego rolę w serialu pełni nie tylko doktor wilson (znów podobne brzmienie nazwiska do pierwowzoru), ale również wspaniała ekipa lekarzy house’a.

nie chcę wchodzić w szczegóły interakcji łączących poszczególnych bohaterów serialu, bo one – w przeciwieństwie do Grey’s Anatomy – nie stanowią motywu przewodniego fabuły. w tym post-soap czynnikiem napędzającym akcję jest tylko jedna osoba - wielki cynik, geniusz i indywidualista, doktor house. to on ma ostatnie zdanie w rozwiązywaniu ciekawych przypadków. to on jest zawsze górą w sporach z cuddy i wilsonem. to on musi wiedzieć wszystko o życiu prywatnym swoich podwładnych. słowem – jest sam sobie bogiem. i za to go chyba wszyscy tak uwielbiają. za to, że nie przeprasza za swoje zachowanie. za to, że po trupach dąży do celu, niejednokrotnie łamiąc etykę lekarską, jak i zasady moralne. wreszcie za to, że tak różni się od innych bohaterów, których mamy przyjemność oglądać na ekranach telewizorów. bo house jest tylko jeden. i na zawsze pozostanie!

na koniec zobaczmy, jak jurorzy Amerykańskiego Instytutu Filmowego (AFI) na rozdaniu nagród w roku 2005 uzasadnili swój wybór: House na nowo definiuje pojęcie medycznego show telewizyjnego. Nie ma tu wyidealizowanych lekarzy, którzy znają odpowiedzi na wszystkie medyczne pytania albo wózków z chorymi, które błyskawicznie przemierzają szpitalne korytarze. House skupia się na farmakologiczno-intelektualnej stronie bycia lekarzem. Metoda prób i błędów współczesnej medycyny zręcznie wykraczająca poza klasyczny, metodyczny format oraz oczywiście błyskotliwy, ale omylny doktor – oto dopełnienie przepisu, doskonały symbol nowoczesnej medycyny.
jak widać na załączonym obrazku, nie tylko ja zachwycam się tym serialem.
ciao.

10.04.2011

winda

a propos opisanego niżej Grey's Anatomy... winda! na filmiku możecie zobaczyć, że jest to naprawdę istotny i często pojawiający się element. kto by przypuszczał, że na tej małej, zamkniętej przestrzeni może się tyle wydarzyć ;)

grey's anatomy (chirurdzy)

oglądając właśnie kolejny epizod True Blood (tak, zostałam ostatnio wciągnięta do grona fanów, dzięki za kolejnego złodzieja czasu), postanowiłam podzielić się z wami moją miłością do Grey's Anatomy.

siedem sezonów, wiele godzin oglądania i zero poczucia zmarnowanego czasu. post-soap przedstawiający losy doktorów pracujących w Seattle Grace Hospital znajduje się na absolutnym pierwszym miejscu w moich ulubionych. jest niezwykle popularnym serialem (7 serii, wciąż do kontynuacji), wydaje mi się, że zastąpił najpopularniejszy (nie tylko wśród tych o tematyce medycznej, ale wśród seriali w ogóle) post-soap - ER (Ostry Dyżur). podobny klimat, ogólny schemat wydarzeń... typ serialu, który jeżeli zaczniesz oglądać, ciężko się później oderwać. w polskiej telewizji mamy nieco gorszą wersję takiej serii, uwielbianą przez niezaznajomionych jeszcze z rynkiem amerykańskich seriali widzów - nasze rodzime Na dobre i na złe, z ponad 400 odcinkami i liczbą widzów wciąż utrzymującą się na poziomie 5mln. naszemu tasiemcowi jednak bliżej do klasycznej telenoweli niż post-soap, co nie zmienia faktu, że znajdziemy pewne podobieństwa do kultowych seriali medycznych z USA.

ale do rzeczy. Grey's Anatomy, gdzie w roli narratora występuje główna bohaterka Meredith Grey (w tym miejscu należałoby podkreślić świetny dobór tytułu, mający podwójne znaczenie - pierwsze to tytuł znanej książki, Gray's Anatomy of The Human Body, biblii lekarzy, drugie to oczywiście nawiązanie do nazwiska głównej bohaterki, która zapoznaje nas ze swoim wnętrzem, anatomią w przenośnym tego słowa znaczeniu), wprowadza nas w świat zawiłych relacji interpersonalnych między doktorami pracującymi w Seattle Grace Hospital. obserwujemy życie zawodowe oraz prywatne grupy stażystów oraz rezydentów pracujących na oddziale chirurgii. mamy tutaj przegląd wszystkich możliwych typów - pana idealnego (McDreamy!), superambitną, pesymistę, podrywacza, trzpiotkę... niczym w małym społeczeństwie. i, jak to w społeczeństwie bywa, osobniki łączą się w pary, kłócą, rywalizują, nawiązują kontakty seksualne. każdy z bohaterów ma również w sobie element tajemnicy, co oczywiście ujawnia się z czasem. Grey's Anatomy jest słodko-gorzki, łączy przyjemny, nienarzucający się humor z dramatami rozgrywającymi się w szpitalu oraz w życiach bohaterów. klasyczny schemat i ciepło przyciąga rzeszę fanów przed odbiorniki w każdy czwartek.

oczywiście w każdym odcinku pojawiają się przypadki medyczne - w końcu akcja dzieje się w szpitalu. możemy oglądać najróżniejsze urazy, choroby i wypadki, od zwykłego wyrostka aż po widelec wbity w szyję (!). z niektórymi pacjentami sympatyzujemy, z innymi niekoniecznie. zawsze jednak kibicujemy lekarzom, którzy rozwiązują dany przypadek, zwłaszcza, że często sukcesy w pracy wpływają na ich humor oraz życie osobiste w ogóle.
osobnym tematem jest muzyka używana w poszczególnych scenach. idealnie (moim zdaniem) dobrana, zawsze doskonale podkreślająca ważne momenty, ze słowami pasującymi do sytuacji... naprawdę genialne zestawienie piosenek zarówno nostalgicznych jak i energicznych.

gdybym spróbowała odpowiedzieć na pytanie, co tak właściwie wpływa na niesamowitą popularność Grey's Anatomy, nie wiem, czy dałabym radę odpowiedzieć jednoznacznie. na pewno mają na to wpływ idealnie wyważone proporcje humoru oraz dramatyzmu. oprócz tego ładnie wyglądający (jakby to było niecodzienne...) bohaterowie, ciekawe przypadki medyczne, muzyka, miłości, miłości, miłości... właśnie. czy to możliwe, by serial był tak chętnie oglądany ze względu na zwyczajną ciekawość i skłonności plotkarskie ludzi? pokazywanie wszystkich romansów, zdrad i zauroczeń jest przecież trochę jak podglądanie. tylko zamiast podglądać sąsiadów, oglądamy Grey's Anatomy.

być może, być może. nie jestem w stanie w prostych słowach opisać, dlaczego ten serial jest mi tak bliski. same postacie, ich charaktery (każdy może się z chociaż jedną z nich identyfikować), problemy bardzo życiowe, wzloty i upadki, muzyka, śmiech i łzy... wszystko, idealnie skomponowane. może nie powinnam już więcej rozwodzić się nad zaletami Grey's Anatomy, bo ewidentnie zaczęłam przynudzać, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów uwielbienia. odsyłam was zatem do pierwszego epizodu pierwszej serii, abyście sami przekonali się, czy i was zafascynują losy lekarzy z deszczowego Seattle.

7.04.2011

medycznie

otóż to. kolejna kategoria wciągających post-soaps. tym razem rzecz dzieje się w szpitalach, prywatnych praktykach, gabinetach... najważniejsze, że głównymi bohaterami są lekarze wszelkiej maści - od tych do rany przyłóż, aż po gburowatych wszystko-wiedzących jerks (chyba wszyscy wiemy o kogo chodzi?!). seriale mieszczące się w tej kategorii mają niesamowitą moc przyciągania widzów, wydaje mi się wręcz że plasują się na pierwszym miejscu wraz z serialami kryminalnymi. już od czasów ER (Ostry Dyżur) (15 sezonów!), po dzisiejsze Grey's Anatomy i House'a, medyczne post-soaps święcą triumfy wśród publiczności.

co jest w nich takiego zachwycającego? na pewno nie ma zbyt skomplikowanej fabuły, przeważnie po obejrzeniu kilku odcinków możemy dopatrzeć się schematu rozwiązywania problemu/choroby przez bohaterów serialu. współczesnym czynnikiem przyciągającym ludzi do ekranów telewizorów (komputerów) są złożone charaktery oraz relacje między nimi. przypadki medyczne, które omawiane są w poszczególnych odcinkach, to zaledwie tło do nakreślenia złożoności poszczególnych postaci. w kolejnych notkach przyjrzymy się (baaardzo dokładnie) serialom Grey's Anatomy oraz House, właściwie dwóm dość skrajnie różnym typom z kategorii medycznych. stay tuned!