od tego post-soapu zaczęła się moja przygoda. połączenie teenage drama z łatwo przyswajalnymi elementami serialu kryminalnego urzekło mnie w pewien sposób od pierwszego wejrzenia. paradoksalnie, pozycji tej nie odkryłam ja, lecz mój tata. stare dobre czasy, kiedy to nowe odcinki perypetii panny mars puszczała rodzima stacja tvn. real good ol’ times!
basically, mamy tutaj do czynienia z mieszkającą w małym mieście w gorącej kalifornii nastolatką, która w wolnych chwilach pomaga swojemu tacie – ex szeryfowi – w prowadzeniu ‘rodzinnej’ agencji detektywistycznej oraz dorabia sobie poprzez pracę w lokalnej kawiarni i jako młodociana pani detektyw wynajmowana przez swoich rówieśników. w końcu każdy potrzebuje się czymś zająć po szkole, czyż nie?
rozwiązywane przez weronikę sprawy różnią się z odcinka na odcinek, jeden motyw pozostaje jednak niezmienny przez 22 odcinki pierwszego sezonu - jest nim morderstwo najlepszej przyjaciółki weroniki, lilly cane (notabene, wokół tego wydarzenia zbudowana jest również fabuła kolejnych sezonów, choć nie jest już to tam wątek najważniejszy). mimo tego, że zabójca lilly siedzi za kratkami, panna mars węszy większą konspirację wokół sprawy i nie odpuści, póki nie dowie się prawdy. trochę wścibska, nieprawdaż? za to ją właśnie lubię. postać weroniki została naprawdę dobrze zbudowana przez scenarzystów. dziewczyna jest uparta, zacięta, ma smykałkę detektywistyczną, jest mądra i silna mentalnie - nawet gdy całe miasto spycha na margines ją i jej ojca, którzy jako jedyni nie wierzą w to, że prawdziwy zabójca lilly wciąż jest na wolności. rodzina mars nieustannie jest na językach śmietanki towarzyskiej neptune, a weronika przechodzi naprawdę trudne chwile w szkole. wraz ze śmiercią lilly traci ukochanego chłopaka, przyjaciół oraz status społeczny, na dodatek w tym samym czasie jej matka ucieka bez słowa, zostawiając córkę i męża samych.
post-soap ten robił furorę w latach 2004-2006, kiedy był na antenie. wcale ten fakt nie dziwi, gdyż przygody sympatycznej nastoletniej blondynki (świetna kreacja roli przez jedną z moich ulubionych aktorek komediowych, kristen bell!) ogląda się naprawdę przyjemnie. po obejrzeniu zaledwie kilku odcinków, znajdujemy swoich ulubionych i mniej lubianych bohaterów, kibicujemy im lub życzymy niepowodzenia; łakniemy rozwiązania tajemniczych zagadek… ten post-soap ma wszystko: miłosne nastoletnie perypetie, kino akcji, emocje, przyjaźnie na dobre i na złe, zdrady etc. po dzień dzisiejszy chętnie wracam do poszczególnych epizodów i wciąż łudzę się nadzieją, że może jednak powstanie obiecany film o przygodach weroniki po latach… najlepiej jako agentki FBI! xD
tymczasem wracam do wtorkowego maratonu serialowego. wciąż czeka na mnie nowy odcinek house’a… by the way, nie mogę uwierzyć, że sezony moich ulubionych post-soapów dobiegają końca! co ja będę oglądać przez najbliższy miesiąc…?!
ciao!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminalne. Pokaż wszystkie posty
10.05.2011
6.05.2011
bones (kości)
zajączek nabrał tempa, więc muszę na krótką chwilkę powrócić do kryminalistyki…
czas na jeden z moich ulubieńszych post-soaps, czyli na liczącą już 6 sezonów opowieść o pozbawionej jakichkolwiek social skills pani doktor antropolog temperance brennan o wdzięcznym przezwisku bones, której towarzyszą: jej partner in crime (dosłownie!) – agent FBI seeley booth oraz pracownicy i stażyści instytutu Jeffersona w Waszyngtonie.
sama pani bones mówi o sobie, że lepiej rozumie umarłych, niż żywych. można i tak, prawda? bones jest socially awkward i za to właśnie ją uwielbiam! czapki z głów dla twórców serialu, którzy w miły sposób kreują tą postać. jej niedoskonałości w zakresie towarzyskim rekompensowane są przez jej geniusz intelektualny. mamy tu więc do czynienia z typowym obrazem lekko świrniętego i nieprzystosowanego społecznie naukowca, któremu dzięki swoim niebagatelnym umiejętnościom oraz pomocy sympatycznego agenta FBI udaje się rozwiązać wiele z pozoru nierozwiązywalnych zbrodni.
post-soap ten różni się jednak nieznacznie od opisywanych już wcześniej przeze mnie typowych przedstawicieli sophisticated crime story.
primo, sprawy badane przez zespół doktor brennan wespół z agentem boothem nie są zwykłymi sprawami. brzmi trochę trywialnie, wiem, ale to prawda. zwłoki ofiar zbrodni znajdują się albo w opłakanym stanie, albo w miejscach, w których nikt nigdy by się ich nie spodziewał – na przykład w gigantycznej tabliczce czekolady (!), prywatnym łóżku solarnym czy też w kabinie prysznicowej. nic bardziej ciekawego dla niezawodnej drużyny! im trudniejsze wyzwanie, tym więcej frajdy dla specjalisty od robaków i miłośnika teorii spiskowych – doktora hodginsa, jego uroczej małżonki angeli montenegro oraz przywódcy instytutu, byłej pani patolog kryminalnej cam saroyan.
secundo, ważną rolę odgrywają w tym post-soapie również relacje towarzyskie występujące między bohaterami. najważniejszy związek to oczywiście wciąż niespełnioną miłość doktor brennan i agenta bootha, którzy sami nie potrafiąc poradzić sobie ze swoimi uczuciami, niejednokrotnie udają się po pomoc do swojego nadwornego psychologa – młodego lancelota sweetsa (swoją drogą, rzeczywiście całkiem z niego sweet kąsek! w pewien dziecinny sposób…)
tercio, serial ten przyświeca propagowaniu popularności nauk ścisłych. pokazuje, że mimo braku social skills, geniusze pokroju doktor bones nie powinni wstydzić się swoich wyjątkowych zdolności! serial zdaje się proponować metodę wręcz przeciwną – embrace the geek inside you! :)
takim pozytywnym akcentem zakończę temat tradycyjnych seriali kryminalnych. mam nadzieję, że choć jeden uznacie za godny obejrzenia. ja muszę przyznać, że mnie zając zaraził manią na hawaii five-o. a może to nie sprawa zająca, tylko alexa o’loughlina…?
sweet dreams!
czas na jeden z moich ulubieńszych post-soaps, czyli na liczącą już 6 sezonów opowieść o pozbawionej jakichkolwiek social skills pani doktor antropolog temperance brennan o wdzięcznym przezwisku bones, której towarzyszą: jej partner in crime (dosłownie!) – agent FBI seeley booth oraz pracownicy i stażyści instytutu Jeffersona w Waszyngtonie.
sama pani bones mówi o sobie, że lepiej rozumie umarłych, niż żywych. można i tak, prawda? bones jest socially awkward i za to właśnie ją uwielbiam! czapki z głów dla twórców serialu, którzy w miły sposób kreują tą postać. jej niedoskonałości w zakresie towarzyskim rekompensowane są przez jej geniusz intelektualny. mamy tu więc do czynienia z typowym obrazem lekko świrniętego i nieprzystosowanego społecznie naukowca, któremu dzięki swoim niebagatelnym umiejętnościom oraz pomocy sympatycznego agenta FBI udaje się rozwiązać wiele z pozoru nierozwiązywalnych zbrodni.
post-soap ten różni się jednak nieznacznie od opisywanych już wcześniej przeze mnie typowych przedstawicieli sophisticated crime story.
primo, sprawy badane przez zespół doktor brennan wespół z agentem boothem nie są zwykłymi sprawami. brzmi trochę trywialnie, wiem, ale to prawda. zwłoki ofiar zbrodni znajdują się albo w opłakanym stanie, albo w miejscach, w których nikt nigdy by się ich nie spodziewał – na przykład w gigantycznej tabliczce czekolady (!), prywatnym łóżku solarnym czy też w kabinie prysznicowej. nic bardziej ciekawego dla niezawodnej drużyny! im trudniejsze wyzwanie, tym więcej frajdy dla specjalisty od robaków i miłośnika teorii spiskowych – doktora hodginsa, jego uroczej małżonki angeli montenegro oraz przywódcy instytutu, byłej pani patolog kryminalnej cam saroyan.
secundo, ważną rolę odgrywają w tym post-soapie również relacje towarzyskie występujące między bohaterami. najważniejszy związek to oczywiście wciąż niespełnioną miłość doktor brennan i agenta bootha, którzy sami nie potrafiąc poradzić sobie ze swoimi uczuciami, niejednokrotnie udają się po pomoc do swojego nadwornego psychologa – młodego lancelota sweetsa (swoją drogą, rzeczywiście całkiem z niego sweet kąsek! w pewien dziecinny sposób…)
tercio, serial ten przyświeca propagowaniu popularności nauk ścisłych. pokazuje, że mimo braku social skills, geniusze pokroju doktor bones nie powinni wstydzić się swoich wyjątkowych zdolności! serial zdaje się proponować metodę wręcz przeciwną – embrace the geek inside you! :)
takim pozytywnym akcentem zakończę temat tradycyjnych seriali kryminalnych. mam nadzieję, że choć jeden uznacie za godny obejrzenia. ja muszę przyznać, że mnie zając zaraził manią na hawaii five-o. a może to nie sprawa zająca, tylko alexa o’loughlina…?
sweet dreams!
1.05.2011
hawaii five-0
po ponad tygodniowej nieobecności pora abym i ja coś napisała. ponieważ weszłyśmy w kategorię kryminalną, mogę podzielić się z wami moim ostatnim nałogiem - Hawaii Five-0.
wyjątkowy serial. koneserzy mogą kręcić nosem - ot, kolejny post-soap o policjantach, którzy w każdym odcinku rozwiązują inną sprawę. nic nowego, nic innowacyjnego, prawda? nieprawda. Hawaii Five-0, w moim odczuciu, jest inne. wciągające, zabawne, przyjemne.
wszystko zaczęło się w roku 1968. wtedy powstała pierwsza wersja tego serialu, bo obecne Hawaii jest - uwaga - remakiem. to zdarza się bardzo, ale to bardzo rzadko wśród seriali, więc samo w sobie już o czymś świadczy. pierwsza wersja zakończyła się w roku 1980, obecna przywróciła tytuł do życia 30 lat później, czyli w zeszłym roku. od tego czasu serial cieszy się rosnącą popularnością (a ja mam nadzieję, że tak już zostanie i powstanie drugi sezon).
ale do rzeczy. serial opowiada o grupie policjantów rezydujących oraz działających na Hawajach - co samo w sobie jet bajeczne, ze względu na scenerię, słońce, surfing... klimat serialu zdecydowanie zyskuje dzięki miejscu, w których usytuowana jest akcja. głównym bohaterem jest Steve McGarrett, który wraca na Hawaje (gdzie się urodził, a później, po śmierci matki wyjechał do USA) po śmierci ojca i rozpoczyna tutaj pracę w tytułowym Five-0. jest to oddział specjalny agentów pomagających rozwiązać trudniejsze i delikatniejsze sprawy, z którymi niekoniecznie poradziłaby sobie lub powinna się zajmować zwykła policja. McGarrettowi towarzyszą Danny Williams (świetny Scott Caan, prawdziwy talent komediowy), Chin Ho oraz jego kuzynka Kono. ta czwórka tworzy świetną, niepokonaną ekipę, która jak można się domyślać zawsze rozwiązuje powierzone im sprawy.
serial być może jet nieco schematyczny, ale zdecydowanie wyróżnia się spośród innych tego gatunku. ważnym elementem jest tutaj humor - zwłaszcza wzajemne docinki McGarretta oraz Danny'ego, którzy są partnerami. na samym początku darzą się niechęcią, jednak w kolejnych odcinkach rodzi się między nimi przyjacielska więź, a jak wiadomo, nie ma przyjaźni bez dogadywania sobie nawzajem :) mamy więc elementy komediowe, które przeplatają się ze świetną, szybką i nie zawsze przewidywalną akcją, a więc przepis na udany, wciągający serial. i takie właśnie jest Hawaii Five-0. zabawne, przyjemne do oglądania, trzymające w napięciu kiedy trzeba. polecam jako oderwanie się od wszystkich mrocznych wampirzych opowieści i obrzydliwych zakrwawionych operacji ;)
ciao!
p.s. o McGarretcie na pewno jeszcze wspomnę przy okazji przystojniaków serialowych - Alex O'Loughlin jest naprawdę... miły dla oka.
wyjątkowy serial. koneserzy mogą kręcić nosem - ot, kolejny post-soap o policjantach, którzy w każdym odcinku rozwiązują inną sprawę. nic nowego, nic innowacyjnego, prawda? nieprawda. Hawaii Five-0, w moim odczuciu, jest inne. wciągające, zabawne, przyjemne.
wszystko zaczęło się w roku 1968. wtedy powstała pierwsza wersja tego serialu, bo obecne Hawaii jest - uwaga - remakiem. to zdarza się bardzo, ale to bardzo rzadko wśród seriali, więc samo w sobie już o czymś świadczy. pierwsza wersja zakończyła się w roku 1980, obecna przywróciła tytuł do życia 30 lat później, czyli w zeszłym roku. od tego czasu serial cieszy się rosnącą popularnością (a ja mam nadzieję, że tak już zostanie i powstanie drugi sezon).
ale do rzeczy. serial opowiada o grupie policjantów rezydujących oraz działających na Hawajach - co samo w sobie jet bajeczne, ze względu na scenerię, słońce, surfing... klimat serialu zdecydowanie zyskuje dzięki miejscu, w których usytuowana jest akcja. głównym bohaterem jest Steve McGarrett, który wraca na Hawaje (gdzie się urodził, a później, po śmierci matki wyjechał do USA) po śmierci ojca i rozpoczyna tutaj pracę w tytułowym Five-0. jest to oddział specjalny agentów pomagających rozwiązać trudniejsze i delikatniejsze sprawy, z którymi niekoniecznie poradziłaby sobie lub powinna się zajmować zwykła policja. McGarrettowi towarzyszą Danny Williams (świetny Scott Caan, prawdziwy talent komediowy), Chin Ho oraz jego kuzynka Kono. ta czwórka tworzy świetną, niepokonaną ekipę, która jak można się domyślać zawsze rozwiązuje powierzone im sprawy.
serial być może jet nieco schematyczny, ale zdecydowanie wyróżnia się spośród innych tego gatunku. ważnym elementem jest tutaj humor - zwłaszcza wzajemne docinki McGarretta oraz Danny'ego, którzy są partnerami. na samym początku darzą się niechęcią, jednak w kolejnych odcinkach rodzi się między nimi przyjacielska więź, a jak wiadomo, nie ma przyjaźni bez dogadywania sobie nawzajem :) mamy więc elementy komediowe, które przeplatają się ze świetną, szybką i nie zawsze przewidywalną akcją, a więc przepis na udany, wciągający serial. i takie właśnie jest Hawaii Five-0. zabawne, przyjemne do oglądania, trzymające w napięciu kiedy trzeba. polecam jako oderwanie się od wszystkich mrocznych wampirzych opowieści i obrzydliwych zakrwawionych operacji ;)
ciao!
p.s. o McGarretcie na pewno jeszcze wspomnę przy okazji przystojniaków serialowych - Alex O'Loughlin jest naprawdę... miły dla oka.
28.04.2011
csi: kryminalne zagadki...
za kilka chwil na axn zaczyna się co czwartkowy maraton kryminalny, więc w ramach mentalnego przygotowania postanowiłam wam trochę poprzynudzać.
csi: las vegas i jego dwa późniejsze spin-offy csi: miami oraz csi: new york. nie ukrywam, że jestem fanką tych serii. paradoksalnie nieszczególnie przepadam za oryginalną wersją rozgrywaną w mieście grzechu, jednak już kolejne warianty z gorącej florydy oraz big apple zyskały moją sympatię.
przebieg śledztw, które stanowią motor napędowy akcji serialu, inspirowany jest autentycznymi materiałami dowodowymi oraz raportami sporządzonymi przez prawdziwe organy ścigania na miejscu zbrodni, co czyni trylogię kryminalnych zagadek bardziej wiarygodną i niezwykle popularną wśród widzów.
jak wspomniałam we wcześniejszym poście wprowadzającym, te post-soaps nie skupiają się na siatce relacji interpersonalnych łączących bohaterów, nie znaczy to jednak, że owe relacje nie są ważne dla akcji. wręcz przeciwnie, w zbrodnie, do których rozwiązania dążą policjanci, niejednokrotnie zamieszani są ich znajomi czy członkowie rodziny. konflikty interesów, czy raczej dylematy moralne polegające na tym, czy chronić przed wymiarem sprawiedliwości swoich bliskich, to chleb powszedni dla bohaterów csi. zazwyczaj starają się oni dawać przykład postępowania etycznego, lecz niekiedy zmuszeni są do nadszarpania swoich zasad w imię większego dobra. czyż nie z tym samym borykamy się w naszym życiu codziennym?
to fakt, że bohaterowie seriali kryminalnych kreowani są prawie zawsze na super-bohaterów. w każdej wersji csi mamy do czynienia z dobrze naoliwioną maszyną w postaci zgranej drużyny dowodzonej przez wyróżniającą się autorytetem i doświadczeniem figurą. są nimi odpowiednio: gil grissom (specjalista entomolog), horatio caine (ekspert od ładunków wybuchowych) oraz mac taylor (były żołnierz piechoty morskiej). każdy z nich to samotnik, który poświęcił szczęście w życiu prywatnym na rzecz całkowitego oddania się swojej pracy. nie tylko przywódcy mają problemu w życiu osobistym. praca zawodowa jest również niezwykle ważna dla wszystkich członków kryminalnego zespołu. ich profesjonalizm i perfekcjonizm równoważy problemy w życiu społecznym, co charakterystyczne jest dla osób wybitnie uzdolnionych w danej dziedzinie nauki.
na koniec coś o czynniku, który czyni trylogię tych post-soaps atrakcyjną. cóż to takiego? ano montaż. twórcy wykorzystują często podział ekranu na mniejsze okna, w których dostrzec możemy poszczególne etapy procedur badawczych stosowanych przez detektywów pracujących nad daną sprawą. zabieg taki służy stworzeniu wrażenia intensywnej pracy zespołowej. czy taki schemat czegoś nam nie przypomina? o tak. gdzie indziej niezwykle popularne są okienka i ikonki? system Windows, voila! spokojnie, znajdzie się również i nawiązanie dla fanów firmy Apple. jednym z najbardziej popularnych wśród policjantów gadżetów są bowiem wszelakie ekrany dotykowe oraz palmtopy, na których wzorowane są dzisiejsze smartfony i inne iPady. przyznajcie, któż z nas nie chciałby się choć przez chwilę znaleźć w takim wszechmogącym laboratorium, by pobawić się tymi wszystkimi niezwykłymi zabawkami, huh? ja z pewnością bym chciała.
czas na rozwiązanie kilku kryminalnych zagadek... adios!
csi: las vegas i jego dwa późniejsze spin-offy csi: miami oraz csi: new york. nie ukrywam, że jestem fanką tych serii. paradoksalnie nieszczególnie przepadam za oryginalną wersją rozgrywaną w mieście grzechu, jednak już kolejne warianty z gorącej florydy oraz big apple zyskały moją sympatię.
przebieg śledztw, które stanowią motor napędowy akcji serialu, inspirowany jest autentycznymi materiałami dowodowymi oraz raportami sporządzonymi przez prawdziwe organy ścigania na miejscu zbrodni, co czyni trylogię kryminalnych zagadek bardziej wiarygodną i niezwykle popularną wśród widzów.
jak wspomniałam we wcześniejszym poście wprowadzającym, te post-soaps nie skupiają się na siatce relacji interpersonalnych łączących bohaterów, nie znaczy to jednak, że owe relacje nie są ważne dla akcji. wręcz przeciwnie, w zbrodnie, do których rozwiązania dążą policjanci, niejednokrotnie zamieszani są ich znajomi czy członkowie rodziny. konflikty interesów, czy raczej dylematy moralne polegające na tym, czy chronić przed wymiarem sprawiedliwości swoich bliskich, to chleb powszedni dla bohaterów csi. zazwyczaj starają się oni dawać przykład postępowania etycznego, lecz niekiedy zmuszeni są do nadszarpania swoich zasad w imię większego dobra. czyż nie z tym samym borykamy się w naszym życiu codziennym?
to fakt, że bohaterowie seriali kryminalnych kreowani są prawie zawsze na super-bohaterów. w każdej wersji csi mamy do czynienia z dobrze naoliwioną maszyną w postaci zgranej drużyny dowodzonej przez wyróżniającą się autorytetem i doświadczeniem figurą. są nimi odpowiednio: gil grissom (specjalista entomolog), horatio caine (ekspert od ładunków wybuchowych) oraz mac taylor (były żołnierz piechoty morskiej). każdy z nich to samotnik, który poświęcił szczęście w życiu prywatnym na rzecz całkowitego oddania się swojej pracy. nie tylko przywódcy mają problemu w życiu osobistym. praca zawodowa jest również niezwykle ważna dla wszystkich członków kryminalnego zespołu. ich profesjonalizm i perfekcjonizm równoważy problemy w życiu społecznym, co charakterystyczne jest dla osób wybitnie uzdolnionych w danej dziedzinie nauki.
na koniec coś o czynniku, który czyni trylogię tych post-soaps atrakcyjną. cóż to takiego? ano montaż. twórcy wykorzystują często podział ekranu na mniejsze okna, w których dostrzec możemy poszczególne etapy procedur badawczych stosowanych przez detektywów pracujących nad daną sprawą. zabieg taki służy stworzeniu wrażenia intensywnej pracy zespołowej. czy taki schemat czegoś nam nie przypomina? o tak. gdzie indziej niezwykle popularne są okienka i ikonki? system Windows, voila! spokojnie, znajdzie się również i nawiązanie dla fanów firmy Apple. jednym z najbardziej popularnych wśród policjantów gadżetów są bowiem wszelakie ekrany dotykowe oraz palmtopy, na których wzorowane są dzisiejsze smartfony i inne iPady. przyznajcie, któż z nas nie chciałby się choć przez chwilę znaleźć w takim wszechmogącym laboratorium, by pobawić się tymi wszystkimi niezwykłymi zabawkami, huh? ja z pewnością bym chciała.
czas na rozwiązanie kilku kryminalnych zagadek... adios!
26.04.2011
kryminalnie
święta, święta i po świętach, chciałoby się rzec. czas najwyższy wrócić więc do normalności, co za tym idzie – również do naszego serialowego projektu.
opisując lie to me, zając zahaczyła już o coś, co będzie przedmiotem kilku kolejnych notek, czyli – sophisticated crime story (swoją drogą, całkiem niezła nazwa, prawda? ^^)
właśnie tak.
kryminalne, detektywistyczne, policyjne post-soaps są chyba najbardziej popularnym gatunkiem seriali w Polsce – nie bez przyczyny niedzielny wieczór w polsacie zaczyna się o 20 kolejnym epizodem csi: kryminalne zagadki miami, a kończy najnowszym odcinkiem kości. w końcu nie od dziś lubujemy się w oglądaniu, jak dobro po raz kolejny zwycięża zło. ponadto, sposób w jaki wszystkie te seriale są kręcone i montowane, daje nam poczucie, że to my, razem z bohaterami-detektywami demaskujemy złoczyńców. a kto nie chciałby choć na chwilę stać się a hero, huh?
doszły mnie głosy, iż seriale kryminalne są tak popularne, gdyż uczą kryminologii od podszewki. cóż. techniki współczesnej kinematografii z pewnością dają nam wrażenie, że i my z powodzeniem moglibyśmy analizować materiały dowodowe, odciski palców czy przeszukiwać miejsca zbrodni, by dopaść a bad guy. na tym polega atrakcyjność tychże post-soaps. wdają się one bowiem w dyskurs pseudonaukowy z widzem, który niekiedy owocuje wybraniem naukowej specjalizacji jako swojego przedmiotu wiodącego w szkole czy też odbudowaniem złej reputacji, którą posiada instytucja policji.
w przeciwieństwie do pozycji medycznych, w sophisticated crime stories relacje interpersonalne bohaterów nie są najważniejsze. są tylko wisienką na pokaźnym, smakowicie wyglądającym torcie. zazwyczaj mamy tu do czynienia z romansami wśród współpracowników, skomplikowanymi więziami rodzinnymi oraz przyjaźniami na śmierć i życie. bo to przyciąga ludzi przed telewizory – zwycięstwo dobra nad złem w postaci nierzadko nieźle się prezentującej, prawie zawsze niezawodnej drużyny detektywów i policjantów.
opisując lie to me, zając zahaczyła już o coś, co będzie przedmiotem kilku kolejnych notek, czyli – sophisticated crime story (swoją drogą, całkiem niezła nazwa, prawda? ^^)
właśnie tak.
kryminalne, detektywistyczne, policyjne post-soaps są chyba najbardziej popularnym gatunkiem seriali w Polsce – nie bez przyczyny niedzielny wieczór w polsacie zaczyna się o 20 kolejnym epizodem csi: kryminalne zagadki miami, a kończy najnowszym odcinkiem kości. w końcu nie od dziś lubujemy się w oglądaniu, jak dobro po raz kolejny zwycięża zło. ponadto, sposób w jaki wszystkie te seriale są kręcone i montowane, daje nam poczucie, że to my, razem z bohaterami-detektywami demaskujemy złoczyńców. a kto nie chciałby choć na chwilę stać się a hero, huh?
doszły mnie głosy, iż seriale kryminalne są tak popularne, gdyż uczą kryminologii od podszewki. cóż. techniki współczesnej kinematografii z pewnością dają nam wrażenie, że i my z powodzeniem moglibyśmy analizować materiały dowodowe, odciski palców czy przeszukiwać miejsca zbrodni, by dopaść a bad guy. na tym polega atrakcyjność tychże post-soaps. wdają się one bowiem w dyskurs pseudonaukowy z widzem, który niekiedy owocuje wybraniem naukowej specjalizacji jako swojego przedmiotu wiodącego w szkole czy też odbudowaniem złej reputacji, którą posiada instytucja policji.
w przeciwieństwie do pozycji medycznych, w sophisticated crime stories relacje interpersonalne bohaterów nie są najważniejsze. są tylko wisienką na pokaźnym, smakowicie wyglądającym torcie. zazwyczaj mamy tu do czynienia z romansami wśród współpracowników, skomplikowanymi więziami rodzinnymi oraz przyjaźniami na śmierć i życie. bo to przyciąga ludzi przed telewizory – zwycięstwo dobra nad złem w postaci nierzadko nieźle się prezentującej, prawie zawsze niezawodnej drużyny detektywów i policjantów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)